Sprawdzam The Crew: Motorfest. To LEPSZA GRA niż się spodziewasz! Wrażenia z wersji PC [4K] #thecrewmotorfest
Zapraszam na https://gamingmode.pl
The Crew: Motorfest to lepsza gra niż mógłbyś się spodziewać!
Nie dawałem wiary, że to może się udać, ale uwielbiam takie pozytywne zaskoczenia. Ivory Tower, czyli studio po części zbudowane z pracowników odpowiedzialnych za niezwykle udane Test Drive Unlimited wypuściło do tej pory 2 części raczej mocno przeciętnego The Crew. Gry cechowały się przede wszystkim absolutnie olbrzymią i całkiem fajnie odwzorowaną mapą Stanów Zjednoczonych, średnim zręcznościowym modelem jazdy i mało angażującym trybem kariery.
Omawiany dziś Motorfest to pierwotnie miało być duże samodzielne DLC do The Crew 2, które ostatecznie przerodziło się w pełnoprawną odsłonę serii. Moje wrażenia z rozgrywki opieram o kilka godzin spędzonych w wersji beta i już teraz mogę powiedzieć, że grało mi się w to po prostu świetnie. Choć w produkcji nikt nawet nie próbuje wynaleźć koła na nowo, tak całość wydaje się niezwykle przemyślana i niesamowicie grywalna. Powiem nawet więcej - to dla mnie najlepsze wyścigi w otwartym świecie od premiery pierwszego Test Drive Unlimited niebędące Forzą Horizon.
Tym razem akcja przenosi się na piękne tereny Hawajów. Mapa jest nieporównywalnie mniejsza do wspomnianego już kilkukrotnie TDU i tym bardziej od Stanów Zjednoczonych z poprzednich części The Crew, jednak każdy jej centymetr ma swój charakter. Jest bardzo zróżnicowana zarówno pod względem wizualnym, jak i terenowym - jest tu sporo długich prostych, na których sprawdzimy możliwości naszego samochodu, wiele krętych kanionów idealnych do driftu, a także mnóstwo offroadowych tras, idealnych do zabrudzenia karoserii.
O’ahu cechuje się pięknie odwzorowanym miastem, malowniczymi plażami, tropikalnymi lasami czy nawet zapylonymi wulkanicznymi terenami. Muszę pochwalić nawet pełny cykl dobowy, bo piękne wschody i zachody słońca robią tu fenomenalne wrażenie, podobnie jak nocne eskapady w świetle ulicznych neonów.
Odniosłem wrażenie, że Motorfest jest zaprzeczeniem większości elementów, którymi cechują się produkcje Ubisoftu - wydaje się być naprawdę starannie zaprojektowany, przepełniony zróżnicowanymi atrakcjami i ma bardzo fajnie poprowadzony tryb kariery.
Główna rozgrywka podzielona została tu na tzw. playlisty - serie różnych zmagań okraszonych konkretną tematyką. Na start skusiłem się na japońskie klimaty i nie żałuję, bo to było naprawdę świetne wprowadzenie do rozgrywki.
Gra z ogromnym szacunkiem odniosła się do tematu i kultury Japonii. Po pierwszych wyścigach zaserwowała klasyczne Torque 1 na 1 po górzystym kanionie, a po chwili zawody drift i drag - ciągle żonglując najbardziej rozpoznawalnymi w tym temacie samochodami. Trasy zostały udekorowane charakterystycznymi elementami, które od razu budzą skojarzenia z krajem kwitnącej wiśni. Zawody odbywały się w nocy w neonowej stylistyce i miałem wrażenie, że na chwilę przeniosłem się do Tokyo.
Dalej sprawdziłem serię poświęconą w całości historii Porshe 911 i ponownie gra niezwykle pozytywnie mnie zaskoczyła. Playlista rozpoczęła się od wprowadzenia, w którym przedstawiono historyczne materiały filmowe wspominające te kultowe samochody i markę. Zawody to istny rollercoaster - od standardowego wyścigu po porcie handlowym po offroadowe szaleństwo.
A co powiecie na playlistę vintage, w której na ekran zostają nałożone charakterystyczne efekty graficzne cofające nas o kilkadziesiąt lat, a zamiast z nawigacji korzystamy z karteczek z charakterystycznym zdjęciem, które podpowie nam gdzie skręcić? Dodam, że również ruch uliczny i zdobienia terenów są żywcem wyjęte z tamtego okresu. Szkoda, że po zakończeniu zawodów czar nieco pryska, bo naszym oczom ukazują się postacie ubrane w fikuśne, nowoczesne stroje.The Crew: Motorfest zaskakuje i nie da się mu tego odmówić.
Największą bolączką poprzednich części serii był chyba model jazdy - nigdy nie wydawał mi się tragiczny, ale kierowanie kolejnymi pojazdami nie sprawiało specjalnej przyjemności, było totalnie uproszczone i mocno nijakie. Motorfest pod tym względem dzieli istna przepaść. To nadal totalna zręcznościówka, ale mamy zupełnie inną kontrolę nad autem. Miałem wrażenie, że każdy jeden samochód prowadzi się inaczej, że ma swoją wagę i słabsze oraz mocniejsze strony. Podobny wpływ na prowadzenie ma nawierzchnia - inaczej jeździ się po suchym asfalcie, inaczej w deszczu czy szutrze. Auta z napędem na tylne koła charakterystycznie zarzuca, 4x4 cechują się świetną przyczepnością, a klasyki przy chwili nieuwagi potrafią się zakręcić wokół własnej osi.