Oczajdusza&Drapichrust - Zła Baśń
Kup fizyczne wydanie płyty: https://krvavy.pl
Wesprzyj projekt na https://patronite.pl/krvavy
Muzyka: Skovronsky
Produkcja: Skovronsky
Słowa: Krvavy
Wokal: Krvavy
Cuty: Malowany
Grafika, ilustracje: Krvavy
-----------
FB: https://www.fb.com/oczajduszadrapichrust
IG: @oczajchrust
PM: [email protected]
FB: / skovronsky
YT: / skovronsky
PM: [email protected]
FB: / krvavyrap
YT: / krvavy
PM: [email protected]
-----------
Tekst:
Plan nie wypalił jak zapchany muszkiet
Drugie koźlę znalazł pod łóżkiem kundel
Zakichany zajrzał pod poduszkę i szóste
Połknął duszkiem nim do bramy
Zdążyłem dobiec już w całym domu
Milczenie owiec, ale po kryjomu
Czasu grobowiec użyczył schronu
Podczas nalotu siódmemu z miotu
Dawaj na koń, broń w lewej ręce
W prawej koźlę, a na zewnątrz tercet
Czeka przy ogierze, zląkł się jak zwierzę
Gdy półhak wypalił i poleciało pierze
Mam kosę z Kosem, na szable rozniosę
Też gońca Wrońca, furga opończa
Na wietrze, krzyczy, że w proch mnie zetrze
Gdy koń posyła go kopniakiem w powietrze
Jazda! W czarnych dyliżansach
Prawda gubi się w niuansach
Poszły konie po betonie- falstart
Woźnica woli astral- Gazda
Gwiazda w czarnych dyliżansach
Kareta bomby jak na trancach
Szansa na ucieczkę marna
Radiant tniemy jak Husqvarna
Jazda! W czarnych dyliżansach
Fikcja gubi się w niuansach
Poszły konie po betonie- falstart
Woźnica woli astral, Gazda- jazda!
Sus na koń, a Wilk patrzył wilkiem
Odczekał chwilkę, by ocucić Wilgę
Powąchał klingę i szybko złapał trop
Jak jakiś likantrop, w łapie miał ordynkę
Galop przed siebie, w aleje, gdzie ciasno
Nigdy dwa razy tak samo miasto się nie układa
Ulic kanonada, zaułki atakują przy pomocy stada
Płaszcz i zwada
Tnie i spadam
Na bruk i huk
To wypala mój druh- spłaca swój dług
Ich czworo, nas dwóch i koźlę u nóg
Łapię je w pół, ktoś ciągnie za spust
Wskakuję na wóz, ale fart był spory
Gdyż spalił na panewce strzał Wrony
Jazda! W czarnych dyliżansach
Prawda gubi się w niuansach
Poszły konie po betonie- falstart
Woźnica woli astral- Gazda
Gwiazda w czarnych dyliżansach
Kareta bomby jak na trancach
Szansa na ucieczkę marna
Radiant tniemy jak Husqvarna
Jazda! W czarnych dyliżansach
Fikcja gubi się w niuansach
Poszły konie po betonie- falstart
Woźnica woli astral, Gazda- jazda!
Składam koźlę matce na ręce
Otacza mnie Egidą w podzięce
Trzęsą jej się ręce i kraja serce
Za impertynencję szykuje zemstę
Winna przysługę, jednak chce więcej
Bym czym prędzej zaszył węgiel
Kundlom pod skórą niczym esperal
Ja się kulom nie kłaniam, mnie się kłania
Amaltea
Nieważna cena, dług spłacę do zera
Czego pragnie przechera?
Chcę rogi Twego ojca Lucyfera
Niech i tak będzie, niepewnie rzecze
Napełnij węglem i utop w rzece
Ciała, niech wodą spłynie akwarela rdzawa
To moja Anatema